Powszechna komunia
a w

Wielkiemu znawcy i wielbicielowi
myśli Pierre'a Teilharda de Chardin
Księdzu Profesorowi Ludwikowi Wciórce
autor
Wstęp
Pytania
Pojęcie powszechnej komunii na poziomie
materii nieorganicznej
Powszechna komunia na poziomie życia
Powszechna komunia międzyludzka
Powszechna komunia bosko-ludzka
Powszechna komunia a zło
Powszechna komunia miłości
Jezus Chrystus Pantokrator
Literatura
Powszechna komunia to temat jak najbardziej na czasie, potrzebny współczesnemu człowiekowi. Czyż ludzie dziś z większą niż kiedykolwiek natarczywością nie szukają zrozumienia otaczającej ich rzeczywistości i swojego w niej miejsca? Wszyscy odczuwają nieomal doświadczalnie jak świat ulega gwałtownym przemianom. Zmienia się przyroda, zanikają lasy, giną różne gatunki zwierząt. Przemianom podlegają także stosunki społeczne, gospodarcze, ekonomiczne, kulturalne, cywilizacyjne. Ludzie są w ciągłym ruchu i to ruchu, który ulega przyspieszeniu. Nic więc dziwnego, że wielu poddaje się frustracji, poczuciu zagubienia i wykorzenienia z dawnych wartości, tracą orientację.
Konsekwencją tego jest często utrata wiary, głoszenie filozofii absurdu, kontestowanie dawnych prawd, nieuznawanie żadnych autorytetów. Stąd szukanie zapomnienia w narkotykach, ogłuszającej techno-muzyce. Łatwo w takiej sytuacji wpaść w sidła różnych fałszywych proroków z nadzieją, że może oni potrafią wyprowadzić z chaosu życia, że staną się ich wybawicielami.
Wydaje się, że tym wszystkim zapotrzebowaniom współczesnego człowieka wychodzi naprzeciw idea powszechnej komunii. Każe bowiem patrzeć na świat nie wycinkowo, widzieć tylko pojedyncze fakty, niepowiązane ze sobą, ale całościowo. Gdzieś bowiem zatracił się sens, prawda otaczającego nas świata. Człowiek się zagubił, zaczął lękać się samego siebie, swojej nieodpowiedzialności. Rozwój nauk przyrodniczych doprowadził do powstawania coraz to nowych dyscyplin nauk ścisłych, zajmujących się bardzo szczegółowymi wycinkami wiedzy ludzkiej.
Może rozdziały o komunii powszechnej na różnych jej
poziomach dopomogą niejednemu z nas odnaleźć prawdę o sobie, o otaczającym
nas świecie. Katechetom zaś inaczej spojrzeć na tzw. przedmioty świeckie,
a nauczycielom tychże na naukę religii.
Zapytajmy najpierw, jak rozumie pojęcie komunii Kościół, co o tym mówi Katechizm Kościoła Katolickiego i jak pojmował to interesujący nas tu szczególnie Teilhard de Chardin.
Komunia w rozumieniu Kościoła to więź człowieka z Bogiem, którą on jako istota rozumna i obdarzona wolną wolą miał na początku swego ludzkiego bytowania. Niestety, ta początkowa więź z winy człowieka została przerwana, a przez to utracona komunia z Bogiem, co w konsekwencji doprowadziło także do osłabienia relacji międzyludzkich. "Gdy nastała pełnia czasów", Bóg w Jezusie i poprzez Niego tę więź odnawia i przez działanie Ducha Świętego w słowie Bożym i sakramentach świętych komunię ludzi z Bogiem i jedność międzyludzką utrwala, tak że owocem tego oddziaływania stało się pojawienie Ludu Bożego, Rodziny Bożej, Mistycznego Ciała, jakim jest Kościół dążący do zjednoczenia z Trójcą Świętą. Celem bowiem zamysłu Bożego było "wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie" (Ef 1,10). Przez swoje Objawienie "Bóg niewidzialny w nadmiarze swej miłości zwraca się do ludzi jak do przyjaciół i obcuje z nimi, by ich zaprosić do wspólnoty z sobą i przyjąć ich do niej". Duch komunii zawsze pozostaje w Kościele i dlatego Kościół jest wielkim sakramentem Boskiej komunii, która gromadzi rozproszone dzieci Boże (zob. Katechizm Kościoła Katolickiego, rozdziały traktujące o komunii). Jak z tego wynika, teologia czerpie prawdę o komunii z Objawienia - jest dedukcyjna.
Pojęcie komunii powszechnej w ujęciu Teilharda de Chardin jest indukcyjne, oparte na rzeczywistości otaczającego nas świata. Badania rzeczywistości ziemskich na różnych poziomach pozwolą mu dostrzegać powszechną komunię z rzeczywistością Boga, od którego wszystko i do którego cała rzeczywistość zmierza. Pisze: "Kto gorąco pokocha Jezusa ukrytego w siłach niosących Ziemi rozwój, tego Ziemia po macierzyńsku uniesie w swych ogromnych ramionach i pozwoli mu oglądać twarz Boga". (Moja wizja świata s.55) Historia rozwoju umysłowego i duchowego ludzkości przebiegała tą samą drogą.
Człowieka można określić jako istotę zdolną do zadawania, formułowania pytań. I ta właśnie zdolność wyróżnia go od innych stworzeń. Jest to zdolność naturalna, wrodzona, bo już małe dziecko odkąd nauczy się mówić zaczyna zadawać pytania. Ciekawe jest otaczającego go świata, wszystko chce poznać dotknąć, sprawdzić. W miarę dorastania pytania stają się coraz poważniejsze, coraz trudniejsze do rozwiązania problemy. Podobnie działo się z całą ludzkością, która również przechodziła przez różne stopnie swego duchowego rozwoju. Na początku dziejów, odkąd pojawił się homo sapiens, ciekawy otaczającego go świata, zaczął sobie i innym stawiać pytania w rodzaju: co to jest to coś co przed nim stoi, rusza się, ucieka, wydaje dźwięki, świeci, co to jest co znajduje się w wodzie, na ziemi czy w powietrzu.
Pierwotny człowiek musiał się tym wszystkim interesować, bo to było przecież źródłem jego utrzymania. Nic więc dziwnego, że każda grupa, każde plemię po swojemu odpowiadało na to podstawowe pytanie i po swojemu określało otaczający go świat dając nazwy, imiona, tworząc pojęcia. W ten sposób powstawała wiedza o otaczającym go świecie. Jak długo żył w kręgu swojej rodziny czy plemienia, zajęty zaspakajaniem podstawowych potrzeb tak długo jego wiedza była zamknięta, ograniczona do małej grupy, przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Do pierwszej rewolucji naukowej doszło wówczas, kiedy człowiek nauczył się zdobytą wiedzę utrwalać za pomocą znaków - kiedy wynalazł pismo. Odtąd można było łatwiej zdobytą wiedzę przekazywać innym, dzielić się nią, przenosić z miejsca na miejsce. Społeczeństwo stawało się bardziej otwarte dzieląc się z innymi a także przejmując doświadczenia obcych. Tym samym wiedza mogła się pomnażać.
Druga rewolucja naukowa musiała zaistnieć z chwilą wynalezienia druku. Zdobyte doświadczenia można było łatwo powielać w dziesiątki, setki a nawet tysiące egzemplarzy. Zdobyta wiedza mogła stać się własnością już nie jednostek, ale coraz szerszego ogółu.
Świadkami trzeciej rewolucji naukowej i kulturalnej jesteśmy dzisiaj, kiedy dzięki środkom masowego przekazu zdobyte informacje błyskawicznie docierają do każdego zakątka ziemi a komputery gromadzą nie zliczoną ilość bitów informacji nad którymi już nie jeden, ale całe zespoły uczonych muszą pracować w najrozmaitszych instytutach naukowych. Tymczasem świat, który człowiek usiłuje poznać ma ciągle swoje tajemnice i niezbadane rejony. Dlatego wydaje się, że ciągle na nowo będzie pytał co to jest? I tym właśnie różnimy się od zwierząt, że potrafimy pytać. Tylko człowiek małej wiedzy twierdzi, że wie wszystko, wszystko umie, na wszystkim się zna. Natomiast dużej miary powie za Sokratesem Wiem, że nic nie wiem. W swoim pędzie do poznania coraz to większych obszarów otaczającej go rzeczywistości chce on znać odpowiedź nie tylko na pytanie co, ale pyta także skąd, po co, dlaczego?. Zastanawia się nad przyczyną, celowością i sensem wszystkiego. I te pytania są dla niego równie ważne, a może jeszcze donioślejsze. Usiłując na nie odpowiedzieć doszedł już dość dawno do przekonania, że wszystko, co go otacza jest nietrwałe, zmienne, przypadkowe. Musi więc być Coś poza tym światem, jakiś Byt Absolutny, który jest źródłem wszystkiego i od którego wszystko zależy, w czym ma swoje uzasadnienie. Człowiek w pewnym okresie swojej historii doszedł do odkrycia Boga. Chociaż samo pojęcie, określenie Boga u różnych ludów było i jest jeszcze różne, to samo przekonanie o istnieniu transcendencji jest wspólne. Dziś często słyszy się, że nie można udowodnić Jego istnienia, ale czy pojawienie się na świecie człowieka istoty która pyta, stara się zrozumieć całą rzeczywistość nie jest dowodem na Jego istnienie? Przecież gdyby nie było człowieka cały wszechświat nie miałby sensu, bo nie byłoby obserwatora, który usiłuje go poznać i zrozumieć. To właśnie dzięki człowiekowi świat nabiera sensu i dlatego cała ewolucja wszechświata zmierzała ku temu celowi, by właśnie on mógł się pojawić i odkryć tę najważniejszą prawdę, że jest Bóg. Samo odkrycie nie wystarczało odtąd cały wysiłek wkładał w to, aby nawiązać z Nim kontakt. Zrozumiał bowiem, że jeżeli tak jest to wszystko od tej najwyższej istoty jest zależne a więc i on sam. Dlatego zaczął o coś prosić, za popełnione zło przepraszać, składać ofiary. I znowu u różnych ludów różnie to czyniono, stąd odmienne sposoby oddawania czci Bogu, różne przejawy kultu, różne religie. Wszystkie one wzięły swój początek w rozumnej naturze człowieka, który potrafił odczytać z Księgi Przyrody to, co Bóg chciał mu powiedzieć stwarzając ten świat. Nazywamy to objawieniem pośrednim, bo dokonującym się za pośrednictwem przyrody. Podobnie jak malarza, rzeźbiarza, architekta itp. poznaje się przez jego dzieło. Obraz, rzeźba czy inne twory ludzkiej działalności mówią najpierw o ich istnieniu, że byli tacy, którzy tego dokonali, ale także kim byli, mówi ą o ich sposobie myślenia, wyczucia na piękno, sposobie patrzenia na świat, o ich upodobaniach. Każdy twórca objawia się przez swoje dzieło, objawia się jego istnienie i jego osobowość.
Podobnie Wszechświat objawia istnienie Boga a także przymioty Jego Osoby: wielkość, piękno, dobroć, mądrość, wszechmoc... Jest to objawienie pośrednie, dane nie wprost, ale za pośrednictwem dzieła. Poznanie to nie u każdego jest jednakowe, zależy bowiem od zdolności poznającego, od wrażliwości na prawdę i chęci jej poznania.
U wielu ludów pojęcie Boga było bardzo niedoskonałe, często zniekształcone antropofizmami. Jeszcze gorzej przedstawiały się wysiłki człowieka do oddawania Bogu należnej Mu czci. Kult uprawiany przez wiele ludów daleki był od doskonałości wręcz grzeszny np. składanie ofiar z ludzi, sakralna prostytucja itp. Nic więc dziwnego, że Bóg wyszedł swemu najdoskonalszemu stworzeniu na przeciw objawiając mu także w sposób bezpośredni kim jest, w jaki sposób winien do Niego zmierzać.
Biblia zawiera w sobie objawienie bezpośrednie. W sposób fizyczny, przez wcielenie Syna Bożego, Bóg objawił się człowiekowi w sposób pełny, najczystszy jako Miłość, Prawda i Droga, którą winien do Niego dochodzić, z Nim się łączyć.
Tak więc Bóg wyciąga do człowieka dwie ręce - jedną poprzez objawienie pośrednie a drugą za pomocą objawienia bezpośredniego. Są dwie Księgi zawierające napisane przez Boga objawienie. Obydwie mają swoich egzegetów, którzy poprzez naukowe badania pomagają nam je zrozumieć. Obydwie kształtują światopogląd człowieka, przeciwstawianie więc światopoglądu naukowego religijnemu jest bezzasadne. Dalsze rozdziały wykażą, że istnieje Powszechna Kommunia zamierzona przez Boga, który otwiera i zamyka dzieje świata i każdego człowieka i że w niej, obie drogi dochodzenia do poznania całej Prawdy nie wykluczają się, lecz wręcz uzupełniają i w niej spotykają.
Zachodzi pytanie czy świat nas otaczający stanowi jakąś organiczną całość, czy też różne formy bytów są od siebie niezależne. Inaczej, czy rzeczywistość jaką obserwujemy, jak materia martwa i wszystko co z nią związane, a także świat ożywiony jak rośliny, zwierzęta, ludzie to odrębne byty, które istnieją niezależnie, bo tak zostały od początku stworzone; czy też wypływają jak ze źródła jedne z drugich na drodze ewolucji. Taką koncepcję przyjął już Pierre Teilhard de Chardin w swoich licznych publikacjach. Materia według niego objawia właściwości porządkowania się w postaci zgrupowań coraz bardziej złożonych, obdarzonych świadomością.
We wszechświecie zachodzi bowiem podwójny proces polegający na zwijaniu się fizycznym materii i drugi na interioryzacji psychicznej. Pierwszy ogranicza się do powstawania np. galaktyk, gwiazd i planet zbudowanych z różnych atomów i cząsteczek (vide Tablica Mendelejewa), drugi rozpoczął się z chwilą pojawienia się życia na ziemi i trwa nieprzerwanie.
Wszystko rozpoczęło się w momencie stworzenia, moment ten określany jest terminem Wielki Wybuch. Nie można tego jednak nazywać eksplozją, ale początkiem wielkiego procesu kreacji, powstawania, tworzenia rzeczywistości, dając początek wszystkiemu co dziś istnieje. Astrofizycy zastanawiają się z czego brało wszystko swój początek i nazywają to wielką osobliwością. Sęk w tym, że takiej osobliwości nie da się badać, ani w żaden sposób określić. Tym samym można powiedzieć, że na początku nie było niczego.
Ostatnie osiągnięcia kosmologii dowodzą, że ewolucja wszechświata rozwijała się skokami przechodząc z jednego stanu w drugi. Na samym początku, w niewyobrażalnie małych ułamkach sekundy zaistniały cztery oddziaływania zwane siłami. Były to: siła grawitacji, oddziaływanie silne potrzebne do powstania jąder atomowych; słabe odpowiedzialne za promieniowanie i elektromagnetyczne. Po tym okresie mogły pojawić się izotopy wodoru i helu a także podstawowe cząsteczki elementarne. Po trzech minutach zaistniały warunki do kształtowania się jąder przyszłych atomów; minęło 500 tys. lat, aby nagle zaistniały atomy, co objawiło się potężnym rozbłyskiem, czego pozostałością jest promieniowanie tła, obserwowane po dzień dzisiejszy. Zaistniało światło bo dotąd uwięzione było w kompletnych ciemnościach. Do tego czasu wszechświat określamy jako kosmiczny chaos elementarnych cząsteczek.
Pojawienie się atomów i towarzyszące temu promieniowanie tła, które pod względem ciepłoty nie jest jednorodne mogło przyczynić się do powstania galaktyk, gromady galaktyk a w nich gwiazd, planet - całego kosmosu. Jest to jedno z ostatnich odkryć. Jednak w dalszym ciągu astrofizyka zastanawia się jak z tego pierwotnego chaosu doszło do powstania najrozmaitszych pierwiastków, całej znanej nam Tablicy Mendelejewa. Jakkolwiek by to było, w otaczającym nas świecie obserwujemy ciągłe porządkowanie się materii nieorganicznej. Jest niezaprzeczalnym faktem, że świat rozwija się, że z tej bezkształtnej, jeszcze gazowej masy, zaczął wyłaniać się Kosmos to znaczy świat uporządkowany, zmierzający do swojej pełni. Wszystko to wymagało ściśle określonych warunków, takiej a nie innej temperatury, pojawienia się określonych cząsteczek, atomów.
Zachodzi pytanie czy już na poziomie materii nieorganicznej tzw. litosfery można mówić o zachodzącej powszechnej kommunii? Powstanie np. atomu jest już jakąś kommunią, czymś zamkniętym, ześrodkowanym. Następnym etapem będzie łączenie się różnych atomów w cząsteczki o coraz bardziej wzrastającej interioryzacji. O Kommunii na tym poziomie będzie decydowało więc stopniowe skupianie się materii, np. mgławice cząsteczek utworzą galaktyki z miliardami gwiazd. Są to tygle, w których z prostych składników powstają coraz bardziej złożone całości. Złożoność nie oznacza prostego zbioru cząsteczek, czyli dowolnego nagromadzenia nieuporządkowanych elementów, ale będzie to zespół czyli ta szczególna forma zgrupowania, której cechą charakterystyczną jest zawiązywanie się w zamkniętą całość różnych cząsteczek o mniejszej czy większej liczbie elementów.
Reasumując cały wszechświat przedstawia się nam jako jedna, potężna, wszystko ogarniająca i ściśle ze sobą powiązana jedność, którą śmiało możemy określić jako powszechną kommunię. Cały świat jest bowiem jednorodny, składa się z tych samych elementów powiązanych ze sobą tymi samymi czterema siłami. Jedność ta nie jest wieczna, ale jak wszystko, co materialne, ulega ciągłym przemianom.
Na pociechę możemy powiedzieć, że nasze poszukiwanie zrozumienia wszystkiego jest wieczne. Albert Einstein powiedział kiedyś, że Bóg nie gra w kości, inaczej cały wszechświat nie powstaje z przypadku. Na innym miejscu powie: Najpiękniejszą rzeczą, która może zachwycić jest tajemnica, która była zawsze źródłem wszelkiej prawdziwej nauki. Jesteśmy jednak zbyt ciekawi, by uszanować Tajemnicę. Co więcej jesteśmy tak bezczelni, że chcielibyśmy Panu Bogu zajrzeć w karty, by dowiedzieć się jakimi grał kiedy stwarzał świat. Obecne wysiłki naukowców idą w kierunku poszukiwania teorii wszystkiego, tzn. znalezienia najprostszych składników, cegiełek materii. Przypuszcza się, że mogą nimi być kwarki, elektrony i neutrino. Usiłuje się także odkryć jedną, fundamentalną siłę oddziałującą na te cząsteczki.
Teoria strun zakłada, że w elektronach drgają bliżej niezidentyfikowane struny, które są najpiękniejszym a zarazem najmniejszym składnikiem materii. Dałoby to odpowiedź na pytanie z czego zbudowana jest rzeczywistość i wszystko co w niej istnieje. Co jest pierwotne- materia, która jest akumulatorem energii czy energia, która nigdy nie ginie ani nie powstaje?
Obecne wysiłki zmierzają także do obliczenia ilości ciemnej materii, ma to dać odpowiedź na pytanie czy świat jest otwarty i rozszerza się w nieskończoność, czy zamknięty, jeśli jej jest tak dużo, że może zaistnieć gigantyczny powrót do punktu z którego wyszła a może jest płaski, jeśli jej jest akurat tyle, by zatrzymać się na określonej granicy. Ostatnie szczegółowe badania promieniowania tła wskazują, że wszechświat będzie się rozszerzał nieograniczenie, powoli wygaszając gwiazdy, stygnąc i zamierając. Istnienie wszechświata byłoby więc jednostkowe, jednorazowe, miałoby początek i koniec.
Oprócz pytania z czego zbudowany jest świat, jakie są najprostsze jego składniki i jakie warunki musiały temu towarzyszyć zachodzi pytanie jak, w jaki sposób świat się kształtuje, w jaki sposób się buduje, rozwija. Byłaby to teoria budującego się świata, ewolucji fizyczno-psychicznej, czy postępu kulturowo-cywilizacyjnego.
Wydaje się, że wzór na fraktale Z=Z2+C zawiera w sobie wytłumaczenie wszystkich zjawisk jakie zachodzą we wszechświecie i jest zgodny z opisem ewolucji wszechświata jaki dają nauki przyrodnicze łącznie z kosmologią. Bo co to jest fraktal? To nic innego jak ciąg zdarzeń, które rozpoczynając się od punktu wyjścia wywołują całą lawinę następnych, pomnażanych w sposób geometryczny w zależności od czego albo przez co zostały wywołane, aż do całkowitego wyczerpania informacji zawartych w danym układzie.
Twórca wzoru Benoit Mandelbroit rzucił światło na zrozumienie zjawisk w świecie dynamicznie się rozwijającym. Wydaje się, że wzór ten tłumaczy większość jeśli nie wszystkie zjawiska. Jeśli np. ziarno jakiejś rośliny zastąpimy literą Z, to z niego jak z ukrytego źródła wytryśnie cała jej konstrukcja. Następnie, jeśli ta roślina zaowocuje da mnóstwo nowych ziaren, które ją pomnożą dając w naszym wzorze Z2. Powstanie w ten sposób cały następny szereg roślin tego samego gatunku. Może jednak, w sposób naturalny lub sztuczny, dojść do zmian w kodzie genetycznym owego ziarna, pojawi się wówczas nowa jakość, nowy rodzaj. W naszym wzorze zmiany te wyraża ostatni człon +C.
Prócz mutacji pozytywnych mogą pojawić się także negatywne (rakowate, chorobowe). Jesteśmy dziś świadkami coraz częstszych ingerencji a także tego rodzaju laboratoryjnych manipulacji. W ten sam sposób można by tłumaczyć różne zjawiska fizyczne, chemiczne czy biologiczne.
Biorąc ten wzór za podstawę tłumaczymy wszystkie inne zjawiska otaczającego nas świata docierając aż do jego początku. Czyż owym hipotetycznym ziarnem z którego wyrósł cały wszechświat, nie była owa pierwotna, tajemnicza osobliwość?! Przed około 15 miliardami lat rozpoczął się dynamiczny rozwój wszechświata, który trwa po dzień dzisiejszy stwarzając coraz to nowe światy a także dając początek fenomenowi życia jaki zaistniał na naszej planecie.
W kodzie genetycznym zapisana jest cała informacja dotycząca przyszłego rozwoju organizmów. Można domniemywać, że informacja przyszłego rozwoju całej rzeczywistości została zapisana w hipotetycznych strunach porządkujących pierwotną materię znajdującą się w stadium bezwzględnego chaosu. Tylko takie założenie może nam wyjaśnić wydobywanie się z chaosu najpierw elementarnych cząsteczek, następnie atomów, wreszcie zaistnienie takich a nie innych pierwiastków potrzebnych do przyszłej organizacji świata. Bezduszne oddziaływanie na siebie materii i antymaterii, które miałoby powodować takie organizowanie się, nigdy nie wyjaśni celowości jaka wyłania się z całego rozwoju. Trudno przypuścić, aby z chaosu mógł pojawić się kosmos czyli porządek i wszystkie w nim istniejące prawa. W chaosie bowiem nie ma praw, nie ma ładu. Ex nihilo nihil - głosi stara zasada.
Ukierunkowanie całego rozwoju wszechświata, jego celowość świadczy, że nie jest on przypadkowy, spontaniczny. Wszystko co jest, cały świat jest przemyślany, naładowany myślą - ukierunkowany na człowieka, głównego obserwatora i poszukiwacza prawdy. Tam gdzie jest cel, tam też jest Ten, który go wyznacza i wytycza. Gdyby świat był bezmyślny, chaotyczny nie można by go badać, nie powstałaby żadna nauka. Cała wiedza nagromadzona przez człowieka w tylu bibliotekach to nic innego jak tylko odczytywanie myśli i praw nagromadzonych w otaczającej nas przyrodzie.
Tam gdzie jest myśl tam musi być jej źródło - Myśląca Osoba.
Człowieka interesuje wszystko, chce dochodzić każdej prawdy, zarówno dotyczącej materii nieożywionej, jak również świata organicznego. Chce wiedzieć nie tylko skąd wziął się ten świat, od jak dawna istnieje, ale także jak powstał i skąd życie na ziemi, od kiedy człowiek, czy istnieje życie i inne cywilizacje prócz tej, której twórcą jest on sam. Czy życie mogło powstać w sposób spontaniczny? Jak wiadomo samorództwo zostało odrzucone już dawno.
Okazuje się, że problem nie jest wcale tak prosty, wbrew niektórym popularnym, często po prostu sprymitywizowanym jego ujęciom. Bez zbędnego wnikania w szczegóły okazuje się, że dzisiejsza nauka wraca do doświadczeń Pasteura i jego sławnego sformułowania: życie rodzi się z życia.
Jest to bezspornie jedna z najważniejszych prawidłowości w biologii, Żadne nowe życie nie może powstać z materii nieożywionej. Bowiemzdolność do zachowania swej informacji (struktury) przez dłuższe okresy, a także zdolność do samodzielnego tworzenia kopii potomnych, mają nie pojedyncze, martwe cząsteczki (takie jak np.DNA), ale tylko dynamicznie złożone (zorganizowane) układy cząsteczek w postaci żywych komórek.
Dowodzi to, że istota żywa może zostać zsyntetyzowana tylko przez ustrój żywy, czyli niemożliwe jest samorództwo życia na ziemi. Prawdopodobieństwo samorzutnego powstania życia wynosi mniej niż 1010, czyli z punktu widzenia fizyki jest nieprawdopodobieństwem, aby życie powstało w sposób samorzutny.
Aby więc wytłumaczyć powstanie życia na ziemi, ucieka się czasem do całkiem nienaukowych hipotez, jakoby pierwsze organizmy żywe mogły przywędrować na ziemię z innych galaktyk za pomocą meteorytów, czy jakichś bliżej niezidentyfikowanych pojazdów międzyplanetarnych.
Jak narazie z Kosmosu, poza odgłosami pochodzącymi od znajdujących się tam ciał, wionie ku nam przeraźliwa cisza. Nikt nie daje nam żadnych sygnałów, chociaż my takowe już wysyłaliśmy. A jednak nie jesteśmy chyba aż tak zarozumiali, by sądzić,że jesteśmy akurat pierwszymi we wszechświecie. Pomyślmy-jeśli istnieją jakieś istoty rozumne na innych planetach w przestrzeniach międzygwiezdnych, to mogły i chyba musiałyby pojawić się o kilkadziesiąt tysięcy, a nawet milionów lat wcześniej w innych układach, wcześniej od naszego powstałych. O ileż bardziej rozwinięta byłaby wówczas ich cywilizacja. Tym samym powinniśmy stwierdzić ich obecność już dawno, bo trudno przypuścić, że mając tak wspaniale rozwiniętą technikę, byłyby równocześnie tak pokorne, by nie dać znać o swoim istnieniu. Tymczasem mamy tylko milczenie i nic nie wskazuje na to, by przysłano nam jakieś formy życia.
A jeśli nawet założymy, że życie rzeczywiście dotarło do nas z innych stron wszechświata, to pojawia się natychmiast pytanie w jaki sposób tam się znalazło? Czy mamy znowu dojść do stwierdzenia o samorództwie?!
Jak więc wytłumaczyć pojawienie się życia na ziemi? Tak samo jak pojawienie się Wszechświata.Czy hipoteza kreacji życia przez Istotę Nadprzyrodzoną nie jest bardziej naukowa (bo łącząca się logicznie z przesłankami naukowymi), niż wymyślanie całkiem nienaukowych i wręcz fantastycznych twierdzeń?
Jest faktem, że na naszej planecie istnieje niezliczona ilość form życia, które same dla siebie stanowią całość.
Jeśli potrafimy dostrzec już na poziomie materii nieorganicznej jakąś komunię, początki zorganizowanej jedności, to tym bardziej widzimy to na poziomie życia. Każdy organizm, nawet u jednokomórkowców, tworzy organiczną jedność. Rozwój materii zmierza nieubłaganie do coraz większego ześrodkowania, uwewnętrznienia, coraz większej kompleksyfikacji. Pojawienie się życia wymagało bezpośredniej interwencji z zewnątrz - siły nadprzyrodzonej.
Chociaż niektórzy, a do nich należał P.T. de Chardin widzieli ten rozwój z materii nieorganicznej do organicznej jako ciąg, który wewnętrznie zmuszał do owego punktu krytycznego - do pojawienia się życia. Byłaby to interwencja także, ale pośrednia, za pomocą praw nadanych przyrodzie. By to wyjaśnić zakładał prócz energii tangencjalnej, energię radialną, bardziej psychiczo-duchową, która nadaje kierunek rozwojowi.
Pojawienie się życia było tak dynamiczne, że w bardzo szybkim tempie doprowadziło do opanowania całej kuli ziemskiej w jej warstwie powierzchniowej. Rozwój życia wychodząc ze wspólnego podłoża jednokomórkowców, poszedł w trzech kierunkach: roślin, stawonogów i strunowców (kręgowców). Do tych ostatnich zaliczamy: ryby, płazy, gady, ptaki i ssaki. Cały ten świat życia od roślin poprzez olbrzymie królestwo zwierząt aż do człowieka jest ściśle ze sobą powiązany, chociaż nie widać tutaj jakiegoś przechodzenia jednego gatunku w drugi. Wszystkie formy życia, zarówno jednostka, jak i cały gatunek, tworzą wewnętrzną jedność.
Według Teilharda świat zbudowany jest na trzech wielkościach: na nieskończenie małym, nieskończenie wielkim i nieskończenie złożonym. Biologia molekularna potwierdza to założenie. Dziś wiemy, że ciało człowieka posiada około stu tysięcy genów i około dziesięciu bilionów komórek, a pełna informacja genetyczna zwana genomem ma około trzydziestu tysięcy genów. Natomiast każda komórka w organiźmie zawiera DNA, które zawierają nagromadzone informacje zdolne do wyprodukowania stu tysięcy różnych białek.
Tajemnicą jest w jaki sposób podczas rozwoju człowieka geny wiedzą kiedy np. mają się włączyć a kiedy wyłączyć. Jak to się dzieje, że wszystkie komórki chociaż wywodzą się z podziału tej samej zygoty, identyczny DNA doprowadza do powstania tak bardzo różniących się od siebie komórek?
Rozmiary poszczególnych komórek są bardzo różne, średnica większości wynosi kilkaset tysięcy średnic atomowych (od 10-5 do 10-4) jednakże nie ma życia bez siły porządkującej te dynamiczne cząsteczki.
Całość organizmu jest czymś więcej niż sumą wszystkich elementów na niego się składających. Jest tworzącą się jednością, wspólnotą -kommunią. Oczywiście żywe organizmy różnią się stopniem złożoności tzn. nie mają takiej samej liczby komórek czy genów.
Organizm człowieka stoi na szczycie wszystkich innych organizmów. Co więcej jest nieskończony w swej złożoności, stoi po środku pomiędzy nieskończenie wielkim a nieskończenie małym. Wszechświat jest wielki w swojej masie - człowiek nieskończenie wielki w swojej złożoności. Nie mówimy tu o jego wielkości duchowej, do której jeszcze dojdziemy.
Termin złożoność można zastąpić słowem kommunia,
ponieważ nie jest to złożoność przypadkowa jak kupa piasku lecz celowa,
wzajemnie ze sobą powiązana. Zachodzi pytanie czy już na poziomie organizmu
jednostkowego można mówić o powszechnej kommunii? Bez wątpienia tak, ponieważ
każde żywe ciało jest niewątpliwie kommunią. Tworzy ją bardzo gęsta sieć
powiązań, tak pomiędzy komórkami jak i różnymi organami, których celem
jest wyższe dobro całej jednostki. Kommunia tu swymi korzeniami sięga nawet
materii nieorganicznej, jeśli weźmie się pod uwagę, że podstawowym budulcem
świata organicznego jest sześć pierwiastków chemicznych: węgiel, wodór,
azot, tlen, fosfor i siarka. I pomyśleć, że opierając się na tak skromnym
materiale wyjściowym dochodzimy do organizmu o nieskończonej złożoności!
Wszystko wskazuje na to, że człowiek jest jedynym rozumnym, zdolnym do myślenia refleksyjnego stworzeniem. Pytanie czy są mu podobne gdzieś w innych rejonach świata, jak dotychczas pozostaje bez odpowiedzi. Raczej wiele przemawia za tym, że jesteśmy samotni, jeśli tak to kim jest człowiek? Czy ciągle, jak chciał Alexis Carrel istotą nieznaną?
Wiemy dziś coraz więcej o sobie o swoim pochodzeniu, o swojej historii, o budowie naszego organizmu, o swoich możliwościach i osiągnięciach. Jak już wyżej zostało powiedziane człowiek to jedyne stworzenie łączące w sobie cały istniejący wszechświat. Spina dwa światy: mikro i makro kosmiczny. Badając ludzkie ciało możemy w nim odnaleźć wszystkie elementy świata nieorganicznego, wszystkie pierwiastki a także odkrywać całą historię jaką przeszedł na drodze ewolucji. Cały wszechświat ma swój udział w jego powstawaniu a wielkość jego złożoności może być porównywalna do wielkości kosmosu. Odnajdujemy w nim wszystkie fazy życia organicznego : wegetatywnego, zmysłowego czy wreszcie duchowego. Dzięki temu ostatniemu możemy powiedzieć za Blaise Pascalem, że chociaż jest słabą trzciną, jednak trzciną myślącą, bo swoją świadomością przewyższałby cały wszechświat. Gdyby bowiem ten uległ kosmicznej katastrofie, nie wiedziałby co się z nim dzieje, w przeciwieństwie do człowieka, który miałby taką świadomość.
Tak więc istota ludzka jest koroną stworzeń, która równocześnie coraz bardziej uświadamia sobie swoją za nie odpowiedzialność.
Jak wiemy historia ludzka rozpoczęła się mniej więcej trzy miliony lat temu z chwilą pojawienia się homo habilis - człowieka zręcznego a potem homo erectus - człowieka wyprostowanego.
Człowiek rozumny homo sapiens, nam współczesny, rozpoczął swoją wędrówkę na kontynencie afrykańskim około 200 tysięcy lat temu. Cała ludzkość, wszyscy współcześnie żyjący na ziemi ludzie wywodzą się od jednej i tej samej prababki, którą uczeni nazwali Ewą - to znaczy matką wszystkich żyjących. Jednym ze sposobów odkrycia tej prawdy było porównanie sekwencji DNA różnych grup ludzkich. Pojawienie się człowieka rozumnego zaznaczyło się nie tylko zmianami fizycznymi w wyglądzie zewnętrznym, ale miało swe skutki w zachowaniu, w zdolności myślenia refleksyjnego, umiejętności przewidywania zdarzeń, zapobiegania, przezwyciężania trudności, planowania. Odtąd człowiek bedzie tworzył historię swojego życia sam, będzie to historia życia duchowego, działalności duchowej, opanowywania świata, "czynienia sobie ziemi poddanej". Będzie on umiał dostrzegać piękno otaczającej rzeczywistości. Narzedzia będą nie tylko użyteczne, ale coraz bardziej estetyczne, piękno wyrażać się bedzie w rzeźbie, rysunku, obrazie. Zdolności duchowe znajdą wreszcie pełny wyraz w działalności religijnej człowieka.
Pojawiła się zatem istota, która potrafiła nie tylko poznawać świat, ale zastanawiać się nad nim, zastanawiać się nad zdobytą wiedzą, pogłębiać ją, sprawdzać, czy jest zgodna z rzeczywistością. Homo sapiens to istota, która nie tylko wie, ale wie, że wie. Wszystkie inne stworzenia nie potrafiły przekroczyć tej granicy, one tylko wiedziały, co je otacza, odczuwały swymi zmysłami, nieraz bardziej wyspecjalizowanymi od człowieka, ale nic poza tym. Natomiast człowiek wiedział, iż wiedział, a także mógł sprawdzić, ile wiedział i że może wiedzieć coraz więcej.
Nasza historia rozpoczęła się więc 200 tys.lat temu i trwa po dzień dzisiejszy. Można podzielić ją na dwa etapy: pierwszy, który trwał po czasy nam współczesne a polegał na opanowywaniu kontynentów: Afryki, Europy, Azji, obu Ameryk, Oceanii. Był to etap ekspansji terytorialnej. Równolegle do niej przebiegał drugi proces socjalizacji, tworzenia się grup, plemion, narodów. Im więcej ludzi, tym większa pojawiała się potrzeba łączenia w zespoły już nie tylko rodzinne, ale większe, bardziej zorganizowane
Etap zasiedlania ziemi, odnajdywania swojego miejsca na niej został już dawno zakończony. Dziś narody coraz bardziej uświadamiają sobie swoją od siebie zależność, tak społeczną jak ekonomiczną, kulturalną czy cywilizacyjną. Swoje z innymi braterstwo i potrzebę coraz większej jedności. Ludzkość coraz bardziej uświadamia sobie, że stanowi organiczną, powiązaną ze sobą licznymi więzami jedność. Stąd rodzi się też poczucie wzajemnej za siebie odpowiedzialności i potrzeba zażegnywania narastających w różnych miejscach konfliktów. Chociaż uświadamiamy sobie potrzebę społecznej jedności, to równocześnie rozumiemy, że składa się ona z ludzkich jednostek. Stąd cała społeczność będzie tym doskonalsza im doskonalszy, bardziej twórczy stanie się poszczególny człowiek. Od jego więc osobowego rozwoju, od jego wiedzy, samoświadomości a także chęci twórczej pracy na rzecz innych zależeć będzie dobro całego społeczeństwa.
Ludzkość ukształtowana jest z poszczególnych narodów, narody z tworzących je ludzkich populacji a te z jednostek. Każdy z nas tylko wtenczas czuje się wolny, szczęśliwy, twórczy im więcej będzie mógł coś swojego wnieść do wspólnego dziedzictwa, im lepiej potrafi się wypowiedzieć. Podobnie każdy naród musi zachować swoją autonomię, odrębność, swoją osobowość, swój język i kulturę. Ta odrębność cywilizacyjna wniesie wówczas do wspólnego skarbca całej ludzkości coś własnego, co będzie stanowić dobro dla innych narodów. Nic więc dziwnego, że na miejscu rozpadających się państw imperialnych powstają nowe - narodowe.
Świat staje się dziś, jak mówimy małą wioską, gdzie każdy się zna, wie co się dzieje u sąsiada, kto z kim jest w stanie wojny, a kto żyje w przyjaźni. Dzięki środkom masowego przekazu większość ludzi zamieszkujących naszą planetę jednocześnie dowiaduje się kogo w jakim rejonie spotkało nieszczęście, jaką przeżywa żywiołową klęskę, jakie cierpienia, co należy zrobić aby udzielić pomocy. Ludzkość czuje potrzebę jednoczenia się, coraz lepiej rozumie, że wszyscy siedzimy na tej samej gałęzi, mieszkamy na tej samej planecie. Po raz pierwszy mogliśmy popatrzeć na siebie i na swój dom zwany ziemią z perspektywy Kosmosu a także z sąsiadującego z nami Księżyca. Zobaczyliśmy błękitną planetę, tętniącą życiem, jedyną na której ludzie mogą żyć, pracować, realizować swoje plany i zastanawiać się nad sobą i otaczającym ich światem. I chociaż nadal ludźmi kierują te same namiętności, ta sama chęć panowania nad innymi, dominowania jednych nad drugimi powodująca nowe konflikty, rozlewy krwi, wojny to równocześnie wzrasta wrażliwość na krzywdę, na niesprawiedliwość. Wzrasta poczucie odpowiedzialności za innych, za świat, za środowisko w którym żyjemy, za życie w nim się znajdujące. Rodzi się więc potrzeba wspólnego działania, potrzeba organizacji o charakterze globalnym, ogólnoświatowym.
Wiek dwudziesty przyczynił się do powstania organizacji ogólnoludzkich. Najpierw powstała Liga Narodów, po niej udoskonalona Organizacja Narodów Zjednoczonych z Deklaracją Praw Człowieka. W oparciu o tę ogólnoświatową organizację powstały bardziej wyspecjalizowane jak:
Można tych Agencji powiązanych z ONZ wymienić jeszcze wiele.
Do organizacji o charakterze ogólnoświatowym trzeba dodać nie mniej ważne o zasięgu kontynentalnym, jak Unia Europejska czy podobne na innych kontynentach (obu Amerykach, Azji, Oceanii a także w Afryce).
Wszystkie one świadczą o zrozumieniu potrzeby wspólnego działania w różnych dziedzinach życia. Tak rodzi się współczesna cywilizacja ogólnoludzka, czyli wspólny wysiłek całej ludzkości zmierzający do tego, by każdy człowiek, gdziekolwiek mieszka, mógł godnie żyć, tzn. miał co jeść, w co się ubrać, gdzie mieszkać, pracować, czuć się bezpiecznym. Zwalczając choroby i inne zagrożenia ludzkość stara się ulżyć w cierpieniu, zapobiegać kataklizmom.
Rozwój techniki i jej wykorzystanie pomaga do poszerzania wiedzy, rozwoju świadomości, niezależności i wolności.
Powstaje świadomość wspólnych dziejów i wspólnych losów całej ludzkości. Rozwój cywilizacji technicznej pomaga do upowszechnienia kultury i jej umasowienia. Międzynarodowa komunikacja, łączność satelitarna, czy internetowa, także budowa stacji kosmicznej, czy planowanie lotów międzyplanetarnych poszerza tą powszechną globalizację.
Można powiedzieć, że homo sapiens po opanowaniu
świata w sensie fizycznym dąży do coraz większej jedności duchowej. Rodzi
się tak, jak to przewidział P.T. de Chardin, zrozumienie Powszechnej Kommunii.
I chociaż na tej drodze powstają nie mniej wielkie siły odśrodkowe prowadzące
do jej rozbicia, trzeba wierzyć, że ostatnie słowo należeć będzie do sił,
które zmierzają do wyzwalania tego co w ludziach pozytywne, bo w takim
kierunku zawsze zmierza rozwój życia, zwłaszcza rozumnego.
Wraz z rozwojem komunii umysłowej, społecznej, ekonomicznej, technicznej czy kulturalnej, rodzi się potrzeba komunii na płaszczyźnie religijnej całej ludzkości. Wszelkie próby ominięcia tego problemu musiały skończyć się niepowodzeniem. Komunizm, faszyzm czy obecnie styl życia konsumpcyjnego proponują człowiekowi życie bez Boga. System komunistyczny, faszyzm czy tzw. demoliberalizm usiłują zjednoczyć rzesze ludzkie z pominięciem wartości religijnych. Wszystkie te systemy obiecują raj na ziemi, najwyższymi wartościami mają być: konsumpcja, wygodne życie, permisywizm. Systemy totalitarne takie jak komunizm i faszyzm do wyznaczonych przez siebie celów, coraz bardziej odległych w realizacji, niszczyły wszystko i wszystkich, którzy ośmielali się mieć inne pragnienia. Tymczasem warunkiem normalnego rozwoju całego społeczeństwa jest najpierw pełny rozwój każdej osoby ludzkiej, jej osobowości. I tak, jak zostało to już powiedziane im więcej każdy człowiek zdobędzie samoświadomości, im na wyższy wzniesie się poziom osobowego rozwoju, tym więcej będzie mógł z siebie dać innym. Tym większy będzie wkład poszczególnej jednostki we wspólne dobro całego społeczeństwa. Tymczasem w systemach totalitarnych jednostka się nie liczy, liczy się masa, tłum. Im mniej społeczeństwo myślące, tym lepsze, bo za niego myśli i planuje władza utożsamiana z państwem, partią. Ona określała co jest dobre a co złe dla jednostki, która nie mogła mieć innych pragnień od tych już odgórnie ustalonych.
Styl życia konsumpcyjnego również dąży do zniewolenia człowieka, do podporządkowania go instytucjom finansowym kierowanym przez ludzi biznesu i wielkiej polityki, która dąży do opanowania świata. Człowieka usiłuje się tak zmanipulować poprzez środki masowego przekazu, które posługują się natarczywą reklamą, aby konsumował to co najbardziej korzystne finansowo, co może przynieść największe korzyści. Wszystkie te systemy są wrogie człowiekowi, niebezpieczne dla jego dalszego rozwoju, bo go zniewalają i uprzedmiotawiają.
Nic więc dziwnego, że Bóg transcendentny w najwyższym stopniu wolny i niezależny jest tak niewygodny. Człowieka, który do Niego się zwraca uwalnia od zniewoleń, czyni niezależnym od wszelkich nacisków i wewnętrznie wolnym.
Bóg, Stwórca świata, nie tylko dał mu początek, wyznaczył kierunek jego dalszego rozwoju ale nieustannie podtrzymuje jego istnienie, jest Tym, który Jest Wj3,14, z którego istotą związane jest wszelkie istnienie. Dlatego jesteśmy, dlatego istnieje świat, bo Bóg tego pragnie. Pragnie, aby to co stworzył istniało, bo wszelki byt jest lepszy od niebytu, pragnie, aby każda rzecz wewnętrznie się rozwijała, bo byt pełniejszy jest lepszy od niepełnego. Doprowadza więc do zaistnienia świadomości, bo byt świadomy jest lepszy od nieświadomego i wreszcie wyższa świadomość jest lepsza od mniejszej. Śledząc rozwój wszechświata dochodzimy wraz z Teilhardem do wniosku, że wszechświat jako całość zmierza do określonego celu i że tej drogi nie zmyli ani się na niej nie zatrzyma. Celem będzie osiągnięcie Pełni Dobra, bo tylko takie może zaspokoić pragnienia jakie istnieją w człowieku (św. Augustyn niespokojne jest serce ludzkie dopóki nie spocznie w Tobie). Istnieją w nim jednak, tak jak w całym wszechświecie, oprócz sił konstruktywnych, zmierzających do rozwijania dobra, siły destrukcyjne prowadzące do rozkładu, umniejszania dobra, do entropii fizycznej, psychicznej czy duchowej.
Wcielenie Syna Bożego jawi się więc nam jako zamierzona przez Boga konieczność. Bóg nie mógł zostawić samemu sobie najdoskonalszego stworzenia, obdarzonego większą świadomością refleksyjną, a co za tym idzie coraz pełniejszą wolnością wyboru. Zbyt wielkie niebezpieczeństwa zagrażają istocie ludzkiej na jego drodze. Chrystus poprzez Wcielenie, Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie stanął na drodze, którą człowiek kroczy, by idąc na czele pociągać za sobą wszystkich. Poprzez Słowo i ustanowione przez siebie sakramenty, oddziałuje na ludzki intelekt, serce i wolną wolę. Poprzez człowieka, jego naturę dochodzi do jednoczenia się wokół Chrystusa całej rzeczywistości. Dzięki temu oddziaływaniu wszechświat wznosi się stopniowo ku coraz większej jedności. Siłą promieniującą z Osoby Chrystusa na osoby ludzkie a poprzez nie na całą rzeczywistość jest Miłość.
Chrystus przyjmując ciało ludzkie w którym są ześrodkowane wszystkie elementy świata, tym samym go konsekrował, uświęcił.
Eucharystia jest dalszym ciągiem tej konsekracji i promieniowania miłością na całą rzeczywistość poprzez konsekrację osób ludzkich. Eucharystia jest źródłem, a jednocześnie spełnieniem wszelkiej jedności. W Eucharystii bowiem dane jest ludziom, ustawicznie nastawionym na działanie sił rozdzielających i rozpadowych, nadprzyrodzony środek umożliwiający przeżywanie powołania do jedności. Dla tych, co Eucharystię przyjmują w wierze i z sercem stanowi ona siłę napędową całego procesu jedności. (DE2).
Kościół tzn. zgromadzenie ludzi zjednoczonych wokół Osoby Chrystusa przyczynia się do tworzenia Wspólnoty Miłości. Przez Kościół, Chrystus oddziałuje na całą społeczność ludzką, ją udoskonala i czyni coraz bardziej wrażliwą na dobro. Oddziaływanie to następuje nie rewolucyjnie, ale rodzi się powoli, w bólach na drodze ewolucji. W ten sposób buduje się cywilizacja miłości, Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie tworzy się Powszechna Kommunia. Tylko w Nim przez Niego i z Nim ludzie zdolni będą do tego aby wzrastać duchowo i budować ogólnoświatową Jedność. Chrystus bowiem nadaje kierunek wszelkim ludzkim wysiłkom i sensowność podejmowanych przez nich działań.
Chrystus dokonał odkupienia całej ludzkości, a nie tylko garstki wybranych, chociaż Jego oddziaływanie rozpoczęło się od małej grupki, ale ciągle ulegało poszerzaniu się i trwa ono po czasy współczesne. Z chwilą, kiedy Syn Boży pozwolił przybić się do krzyża zaczął pociągać za sobą coraz większe rzesze ludzi: A Ja, gdy z ziemi zostanę podniesiony, przyciągnę wszystkich do siebie.J.12.32.To było Jego celem i o to modlił się na Ostatniej Wieczerzy : Ojcze, aby wszyscy stanowili jedno ,,jak Ty Ojcze, we mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w nasJ.17,21. Po to, powołał uczniów, po to, uczynił Piotra zwornikiem jedności, aby to zadanie kontynuować, aby gromadzić rzesze ludzkie w jedno na ziemi i w jedno z Ojcem wszelkiego stworzenia.Ci, którzy przyjmują w całej prawdzie Słowo, wszystkie sakramenty i zachowują przykazania utrzymując łączność z Namiestnikiem Chrystusa, tworzą Kościół Katolicki, czyli powszechny, bo zawsze otwarty na wszelkie dobro i całą, skądkolwiek by ona pochodziła prawdę.
Kościół Prawosławny zachowując cały depozyt wiary, sakramentów i przykazań stoi najbliżej tej, po katolikach, pełni. Niestety oddziela go od niej nieuznawanie tego, który jest znakiem jedności i fundamentem tej powszechnej komunii.
Inne Kościoły Chrześcijańskie w zależności od tego, co wyżej powiedzieliśmy są bliżej lub dalej od tego Centrum, którym jest Jezus Chrystus.
Wyznawcy Starego Testamentu, których ostatni Sobór nazywa starszymi braćmi we wierze, ze względu na to wspólne dziedzictwo tworzą z całą rzeszą chrześcijan Lud Boży. Dalej postępują wyznawcy Islamu, którzy częściowo korzystają z objawienia zawartego w Biblii, a także z objawienia pośredniego, którego można doszukać się w religiach pogańskich. Buddyści, hinduiści, szintoiści i wiele innych religii tzw. pogańskich Sobór Watykański II (KK13) również zalicza do Ludu Bożego, który pośrednio korzysta z owoców odkupienia. Nawet niewierzący, ale szczerze poszukujący prawdy nie są z niego wykluczeni, jedynie, ci, którzy z nienawiścią w sercu walczą z Bogiem a odwracając słuch od prawdy, dopuszczają się zła, sami się z tej Powszechnej Kommunii wykluczają. Wywodzić się zaś oni mogą ze wszystkich grup społecznych, nawet z tej najbliżej Centrum się znajdującej.
Kiedyś pytano dzieci po co Pan Bóg stworzył świat? Odpowiedź jest ciągle aktualna - abyśmy Go poznali, poznali, że jest a także jaki jest a poznawszy bardziej Go umiłowali i przez to do Nieba się dostali.Inaczej osiągnęli pełnię szczęścia w jedności z Bogiem i całym przez Niego stworzonym światem, żyjąc w pełnej komunii z Trójosobowym Bogiem i całą społecznością osób tam się znajdujących.

Problem zła jawi się często ludziom, jak drzazga, którą trzeba wyrwać bo ciągle doskwiera. Obserwując zło i cierpienie szerzące się na świecie wielu ludzi kieruje zarzuty przeciw Bogu: jednym i to nielicznym daje wszystko, pozostałej masie bardzo maluczko. Jak to jest, że Bóg powołuje do życia Kainów, Herodów, Hitlerów, geniuszy i debilów? Dlaczego są klęski żywiołowe, dlaczego jedne gatunki żerują na innych? Świat jest takim jakim go Bóg zamierzył, ponieważ panuje grzech i zło, widać, że Bóg tak chce. Jeżeli Bóg nie usuwa zła, należy uznać, że jest niemiłosierny. Cóż możemy odpowiedzieć na tego rodzaju twierdzenia?
Już samo istnienie jest czymś dobrym - lepiej jest bowiem być niż nie być. Teilhard de Chardin powiada : byt jest lepszy od niebytu, a św. Tomasz z Akwinu że zło jest brakiem dobra. Zostaliśmy umieszczeni w świecie posiadającym wiele wartości, wiele różnego dobra. Inną wartość posiadają byty nieożywione ( takie jak woda, ogień, powietrze, ziemia) a inną istoty żyjące.
W tym świecie wypełnionym bogactwem różnorakiego dobra, w pewnym okresie historii pojawił się człowiek - byt najwyżej zorganizowany, obdarzony świadomością refleksyjną. Nic więc dziwnego też, że zaczął po swojemu gospodarować, wybierać z tego co go otaczało i zastosowywać do swoich potrzeb.W świecie nieorganicznym nie ma wyboru, nie ma wolności, rzeczy materialne działają według ustalonych z góry praw. Podobnie świat ożywiony razem ze zwierzętami postępuje zgodnie z prawami, które rządzą ich naturą. Nie możemy więc mówić tutaj o złu moralnym. W tym świecie nie ma zła moralnego związanego z możliwością wyboru. Człowiek obdarzony jest nie tylko rozumem ale i wolną wolą. Czy zawsze umiał z tych wartości korzystać, czy mu się to udawało ?
Aby dobrze wybierać człowiek musi się tego świata uczyć, jak zadanej lekcji - musi go coraz lepiej poznawać, rozumieć. Wiemy, że nigdy nie przychodzi to łatwo, wymaga z jego strony podjęcia trudu.
Przypatrzmy się nieletniemu dziecku jak poznaje, jak uczy się otaczającej je rzeczywistości: ile razy musi się sparzyć, nabić sobie guza, by wreszcie wiedzieć co dla niego dobre a co złe. Czy ogień jest zły, że parzy; woda, że można się w niej utopić; koń, że kopie? Siły przyrody same w sobie są dobre, działają zgodnie ze swoją naturą, jedynie ich zastosowanie może być właściwe lub nie. Czasami ludzie ze strony tych sił mogą doznać klęsk żywiołowych, ale czy one nie zmuszają go do większego wysiłku, lepszego zastosowania rozumu aby na przyszłość ich uniknąć? Podobnie można by powiedzieć dlaczego jedne zwierzęta pożerają drugie? Jest to jedna z sił chociaż połączona z cierpieniem, ale zmuszająca istoty żywe do ciągłego wysiłku, do ciągłej walki, która na drodze ewolucji doprowadza do ich coraz większego udoskonalania się.
Współczesnym drzewem wiadomości dobrego i złego jest Internet, ale równocześnie od człowieka zależy, od jego wyrobienia moralnego jak z niego będzie korzystał, czy będzie zrywał owoce dobre czy zepsute. Podobnie jest z wielu innymi wynalazkami jakie niesie ze sobą geniusz człowieka. Musi on również nauczyć się działać mądrze, rozsądnie gospodarzyć i to jest jego szansa, szansa rozwoju świata a także jego duchowego wzrostu.
Rzeczywistość świata zmusza go do tego! Pomyślmy ile wysiłku musiał włożyć i wkłada w zwalczanie chorób i cierpienia, ale równocześnie czyż nie było to powodem rozwoju medycyny ?
Są dwie drogi prowadzące wzwyż: droga poznania i droga doświadczenia. Ta pierwsza jest mniej bolesna, druga łączy się często z cierpieniem. Można naprzód poznać i przewidzieć skutki albo na skutek niedostatecznego rozeznania błędu lub zaniedbań doznać szkodliwych skutków postępowania. Przykłady nierozsądnego działania można by mnożyć np. zatrute środowisko, które pociąga za sobą ujemne następstwa dla zdrowia i życia. Rabunkowa gospodarka bogactwami naturalnymi pozbawia przyszłe pokolenia środków do życia, bezmyślne wycinanie lasów niesie za sobą katastrofalne skutki dla całego globu, powoduje, że niedługo zabraknie nam tlenu do oddychania. Te same następstwa sprawia produkowanie środków aerozolowych. Falę głodu, która niesie za sobą niezliczoną liczbę ofiar przeżywa ludność zamieszkała w strefach Sahelu. Czy tego rodzaju klęski nie są często spowodowane nierozsądną gospodarką? Czyńcie sobie ziemię poddaną - bogactwa dobrze użyte mają służyć a nie niszczyć.
Żyjemy w świecie działającym na zasadzie systemu naczyń połączonych, zachwianie równowagi w jednym powoduje to samo w innych.Awaria w elektrowni atomowej ma swoje reperkusje sięgające daleko i głęboko,bo także w równowagę biologiczną naszego organizmu...
Może więc człowiek nie udał się Panu Bogu skoro tak źle postępuje? Wiemy, że jest najdoskonalszym stworzeniem na ziemi, obdarowany został wieloma przymiotami umysłu i serca: ma zdolność oceniania, wybierania, ma wolną wolę. Natura ludzka stworzona została jako d o b r a - upodabnia go do Stwórcy. Dlatego tylko on jest stworzeniem o d p o w i e d z i a l n y m - odpowiada za swoje czyny, za swój stosunek do otaczającego go świata, a także odnoszenia się do współbraci czy samego siebie a także do Boga. Człowiek nie jest zwierzęciem; jest osobą, stąd jego zachowania mogą być moralne albo niemoralne. I tu tkwi źródło zła moralnego, a w konsekwencji cierpienia wywoływanego niewłaściwym postępowaniem. Nikt nie rodzi się zbrodniarzem ani świętym, Hitlerem czy św. Franciszkiem. Mogłoby być całkiem odwrotnie, a że stało się inaczej, to zasługa św. Franciszka a grzech Hitlera. Świętość wymaga wysiłku, opanowywania siebie, pełnego miłości, ludzkiego stosunku do przyrody. Nade wszystko zaś potrzeba wysiłku by moje odnoszenie się do innych było poprawne, by nie rodziło cierpienia. Zbrodniarzem można zostać łatwo, wystarczy nie liczyć się z nikim i niczym, a przede wszystkim z Bogiem, który najbardziej przeszkadza, razem ze swoimi zasadami. Wystarczy postawić siebie na Jego miejscu. To prawda, że czasem rodzą się dzieci upośledzone, ale czyż źródłem ich cierpienia nie jesteśmy my sami? Zdarza się, że noszą one na sobie samych ślady grzechów - nie zawsze rodziców, ale całych pokoleń. Gorzej, jeśli na skutek zaniedbań rodziców i otoczenia dzieci zdrowo urodzone pod względem fizycznym zostaną okaleczone psychicznie do tego stopnia, że stają się później zbrodniarzami. Dzieje się to przede wszystkim w rodzinach rozbitych, pijackich, zdemoralizowanych. Nic więc dziwnego, że dzieci dojrzewające w takich warunkach nie mogą później dać sobie rady, są zagubione, sfrustrowane - z braku miłości stają się agresywne, tworzą różnego rodzaju gangi. Buntują się przeciw wszystkiemu i wszystkim. Nic dziwnego, że zaczynają odurzać się narkotykami, ogłuszającą muzyką, seksem. Skutki zaś nie dają na siebie długo czekać. Zło rodzi jeszcze większe zło i wówczas giną winni i nie winni - taka jest logika naczyń połączonych. To nie Pan Bóg wywołuje wojny, zakłada obozy koncentracyjne, buduje krematoria - różne są przejawy zła, których źródłem jest zdemoralizowany człowiek.
Czy Bóg ma karać nowym potopem lub inną powszechną
plagą, aby skłonić go do opamiętania? To nie prawda, że Bóg obojętnie przygląda
się i milczy wobec zła. Cała historia zbawienia jest wielkim napominającym
głosem Boga skierowanym do człowieka. Jezus Chrystus wszedł między ludzi
aby im pomagać w kierowaniu sobą i światem, aby nas uczyć miłości Na pewno
nie będzie czynił za nas wszystkiego; tego co my sami możemy i powinniśmy
zrobić, bo inaczej nie bylibyśmy ludźmi lecz termitami działającymi zgodnie
z zapisanym w ich naturze kodem. Wystarczy, że dokonał usprawiedliwienia
i zadośćuczynienia za zło przez Krzyż. Bóg naprawdę wyciąga do nas ręce
jak Ojciec do dzieci, tyle, że dzieci wolą czasami chodzić swoimi ścieżkami
i tego nie dostrzegać. Jeśli jednak tych rąk się uchwycimy a zarazem nie
odrzucimy pomocy ze strony innych, to zachowamy swoje miejsce we wspólnocie,
bo tylko zło moralne wyklucza z udziału w Powszechnej Kommunii.
Miłość jest jedyną siłą powiada Teilhard, która jednoczy bez niszczenia czegokolwiek. Nie wiemy, czy gdzieś we wszechświecie są inne światy prócz naszego, czy są inne byty bardziej czy mniej rozumne, to na pewno są objęte tą samą miłością Boga który jest Ojcem wszelkiego stworzenia.
Tak Bóg umiłował świat, że Syna swojego dał aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie (J 3,16), jakże inaczej, głębiej rozumiemy te słowa w świetle Powszechnej Kommunii. Syn Boży przyszedł na nasz świat ze względu na człowieka, bo tylko on mógł to pojąć, zrozumieć i odpowiedzieć Bogu - wierzę. I nie powinno prowadzić to do megalomanii ale do nieustannego dziękczynienia, że Bóg aż tak go miłuje a równocześnie do pokornego uświadomienia sobie swojego wyjątkowego powołania. Jeśli jest prawdą, a wszystko na to wskazuje, że człowiek jest koroną stworzeń, to świat zaistniał ze względu na niego. Najpierw Bóg przygotował wszystkie elementy materialne, także różne formy życia poczynając od pierwszej komórki, by następnie poprzez wiele milionów lat trwający proces lepić jego ciało o tak nieskończonej złożoności i tak ubogacone różnymi formami życia. I dlatego ten cud stwarzania może powtarzać się nieustannie w łonie każdej matki gdy zaistnieje w niej pierwsza komórka nowego życia.
Patrząc wstecz na ewolucję świata materialnego i świata istot żywych widzimy jak duch ludzki wspinał się ku Bogu, by Mu świadomie powiedzieć wierzę. A Bóg poprzez swojego Syna wychodzi naprzeciw, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne.
Co więcej, ludzie mieli nauczyć się też słowa k o c h a m, wiedzieć co to znaczy, co to jest miłość. Dlatego objawia prawdę o miłości już w samym akcie stworzenia. Otóż Bóg, który jest miłością ma upodobanie w dobru, dlatego, kiedy powołał do istnienia byty przez siebie stworzone, dostrzegł w nich dobro: I widział Bóg, że było bardzo dobre Rdz.1,31. Bóg stwarza świat, który ma w sobie możliwość ujawniania się dobra i to pod wieloma postaciami, na wielu poziomach, a także w różnym stopniu i doskonałości. Stwarzając chciał, aby były, aby zaistniały i w tym już objawiła się jego miłość, bo stwarza się tylko to, co się kocha a kocha się tylko dobro, z powodu zła się cierpi.
Pełnię miłości objawił w Swoim Synu Jezusie Chrystusie, który przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc. Stąd potwierdza się również w życiu Chrystusa, że miłość jest upodobaniem w dobru, świadczeniu dobra innym aż do krzyża. Z krzyża uczy człowieka miłości ofiarnej, nie egoistycznej, ale altruistycznej zwróconej na zewnątrz, na pomnażanie dobra.
Upodobanie to zwraca się też ku pięknu jakie łączy się z dobrem. Chrystus każe patrzeć na lilie wodne, na ptaki w powietrzu, na gwiazdy rozsiane po niebie.
A jak pięknym jest człowiek, gdy jest człowiekiem, jak piękna jest jego twórczość: poezja, muzyka, śpiew, rzeźba, obrazy, architektura; ile piękna zawiera każdy dobry ludzki czyn? Może wtedy i do niego będą się odnosić słowa wypowiedziane przez Boga Ojca o Synu Bożym: to jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Mt 17,5.
Będzie podobał się Bogu i ludziom a właśnie to upodobanie nazywamy miłością, która u ludzi może łączyć się z uczuciem, chociaż nie jest ono niezbędne. Twierdzenie, że miłość jest upodobaniem w dobru byłoby więc jej definicją wywodzącą się z objawienia.
Cywilizacja miłości, którą chcemy budować musi opierać się na dobru. Najpierw na Dobru Najwyższym, którym jest Bóg i jego zasady moralne i wartości które wywodzą się z Dobrej Nowiny głoszonej przez Chrystusa. Musi dalej służyć dobru każdego człowieka, rodzinie, stosunkom międzyludzkim, międzynarodowym a także ogólnoświatowym. Musi służyć temu wszystkiemu co przyczynia się do rozwoju kultury, nauki, zachowania przyrody, dóbr materialnych i duchowych. Cywilizacja miłości będzie treścią a równocześnie główną siłą napędową Powszechnej Kommunii.
Wiemy, że są różne stopnie miłości poczynając od oswojenia, przywiązania, poprzez miłość erotyczną, przyjaźń aż do Caritas. Dwa pierwsze stopnie właściwie są zwierzętom, które trzeba najpierw oswoić, aby potem mogły się do kogoś, czy do siebie przywiązać. Dwa następne dotyczą człowieka, chociaż i on musi przejść przez te pierwsze, gorzej jeśli na nich poprzestanie. Miłość erotyczna wywiązuje się pomiędzy mężczyzną i kobietą i nie dotyczy tylko sfery seksualnej, bo ta właściwa jest wszystkim żyjącym i przekazującym dalsze życie stworzeniom, jest częścią tej miłości, a nawet jak pisze ks.bp Karol Wojtyła w książce Miłość i odpowiedzialność może być jej tworzywem jeśli najpierw zwrócona była osobowo. Obejmuje bowiem, nade wszystko osoby, ich sferę uczuciowo-duchową. Osoby najpierw dostrzegają jakieś dobro, związane z pięknem, urodą ich ciała, by następnie przez dłuższe ze sobą obcowanie odkrywać w sobie wartości duchowe, przymioty umysłu, serca, czy charakteru, jak: mądrość, prawość, uczynność itp.
Rodzi się wówczas upodobanie w dobru związanym z daną osobą, a następnie chęć związania się z nią na stałe. Człowiek bowiem chce mieć blisko siebie to co piękne, dobre, wartościowe. Odkrywa jednak szybko, że osoba którą się interesuje to nie przedmiot, który się nabywa. Zaczyna rozumieć, że ten ktoś może przez niego stać się gorszy albo lepszy, rodzi się więc w nim poczucie odpowiedzialności, bo im z większym dobrem ma się do czynienia tym większa za nie odpowiedzialność.
Przyjaźń łączy ludzi przede wszystkim na płaszczyźnie duchowej, psychicznej, gdy moje ja jest przy drugim ja. Dwie ludzkie jaźnie są bliskie sobie wspólnymi zainteresowaniami, wzajemnym zaufaniem, które pomaga dzielić się najbardziej osobistymi sprawami, wspólnym dążeniem do wyznaczonych przez siebie celów.
Caritas - najwyższy i najczystszy stopień miłości zwrócony jest ku największemu dobru, jakim jest Trójosobowy Bóg. Bóg jest Miłością, dlatego nie może być Wielkim Samotnikiem, bo miłość jest zawsze ukierunkowana na inne osoby. Trzy Osoby Boskie łączy jedna Wielka Miłość. I do uczestniczenia w tej Miłości spodobało się Bogu dopuszczać osoby ludzkie.
Syn Boży - druga Osoba Trójcy Świętej, wyszedł naprzeciw człowiekowi, który w pewnym okresie swej historii stał się osobą, aby po jego dostatecznym przygotowaniu mógł wprowadzać do udziału w wizji uszczęśliwiającej Osób Boskich i całej rzeszy osób uświęconych Jego działaniem. Do uczestniczenia w chwale niebieskiej dopuścił również swoje ludzkie, uwielbione Ciało. Jeśli tak, to znalazły się tam także wszystkie pierwiastki tego świata na to ciało się składające, wszystkie formy życia, przez które ono przechodziło.
Wierzymy również i w naszych ciał zmartwychwstanie, tzn. że te wszystkie siły, energie, które przecież nigdy nie giną, będą tworzyć ową, jak to nazywa Teilhard Pleromę - powszechną komunię Miłości jednoczącą to co w całym Wszechświecie najpiękniejsze i najbardziej wartościowe.
Przytoczmy hymn św. Franciszka, wielbiący Boga za wszystkie stworzenia, z którymi Święty odczuwał tak głęboką więź.
Rozważaniu o powszechnej komunni towarzyszył Chrystus na tle kosmosu (namalowany przez Adama Stykę). Obraz przedstawia postać Chrystusa z koroną cierniową na głowie i berłem, znakiem panowania i władzy nad całą rzeczywistością w ręku. Oto Chrystus Król, Pan Wszechświata - Pankrator, Alfa i Omega całych dziejów świata i człowieka.
Kosmologia usiłuje zrozumieć tajniki Kosmosu, wniknąć w jego naturę i procesy jakie towarzyszyły jego powstawaniu a także prześledzić dalszy rozwój. Człowiek pragnie coraz bardziej wgłębiać się w tajniki stworzenia i ma do tego prawo, bo takie otrzymał zadanie do rozwiązania i narzędzie, które ma w tym dopomóc - rozum.
Ktoś kiedyś na sympozjum naukowym słusznie zauważył, że uczeni podobni są do alpinistów wspinających się po stromej ścianie góry, aby po osiągnięciu szczytu ze zdumieniem stwierdzić, że został już zdobyty przez teologów, którym z pomocą przyszło Objawienie. Z niego dowiadujemy się, że na początku było Słowo i Wszechmoc Boga. Prawdę tą zawartą w objawieniu przedstawia twórczy geniusz malarza. Bóg w Jezusie Chrystusie obejmuje z miłością ziemię a z nią cały świat i go błogosławi. Najpierw jednak stał się człowiekiem. Jeśli wgłębimy się w tę prawdę zrozumiemy wówczas całą godność i wielkość tego kim my jesteśmy.
Bez Chrystusa, bez Prawdy o wcieleniu moglibyśmy sądzić, że należymy do świata zwierząt i wielu antropologów chciałoby nam to wmówić. Człowiek to nic innego jak człekokształtne zwierzę, może tylko trochę bardziej rozwinięte od człekokształtnych małp - goryla czy szympansa. Przecież jest niezaprzeczalnym faktem, że pod względem fizycznym mamy wiele podobieństw a nawet, mówią, że zwierzęta są często bardziej altruistyczne niż my ludzie. Rzeczywiście moglibyśmy wiele nauczyć się od nich np.ich poświęcenia dla potomstwa czy czystości zachowań. Nie ma u nich takich zboczeń i wynaturzeń jakich niestety dopuszczają się ludzie.
Twórca obrazu Chrystusa Pankratora ukazał na czym polega różnica pomiędzy światem zwierząt a światem ludzkim, jak głęboka przepaść dzieli te dwie rzeczywistości. Różnica istnieje w sferze duchowej.
Oto dwaj przedstawiciele rodziny ludzkiej: Eliasz i Mojżesz, już dotknięci wiekiem, bogatsi o doświadczenia jakich nie szczędziło im życie. Z ufnością i całym oddaniem łączą się z Tym, który ich rozumie, wie o uniesieniach i upadkach, co więcej który stał się do nich podobny we wszystkim oprócz grzechu. Mógł więc stanąć pomiędzy nimi a Ojcem, który jest w niebie, aby za nich prosić o przebaczenie, zadość uczynić za zło przez nich popełnione. Dlatego stoi jako Pośrednik między niebem a ziemią, jeszcze z cierniową koroną na głowie ale już Ten, który przezwyciężył zło i to fizyczne, które dotknęło Jego Ciało i tych za których się wstawia, jak również i przede wszystkim za zło moralne, którego oni się dopuszczali. Chrystus Pankrator wznosi rękę i rozgrzesza świat z jego zbrodni a także błogosławi ziemi już odkupionej. A może to uczynić, bo proszą o przebaczenie, i w modlitwie otwierają swoją duszę przed Bogiem.
Ziemia jest bowiem planetą ludzi modlących się, żadne inne ze znanych nam stworzeń tego nie potrafi, nie ma w sobie duchowej siły,by na to się zdobyć. Cały kosmos i wszystkie stworzenia oddają chwałę Bogu w sposób świadomy w człowieku i poprzez niego. Bo stworzenie gorąco oczekuje objawienia się chwały synów Bożych. Całe bowiem stworzenie zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. RZ.8.19-22
Od zarania swoich dziejów archeolodzy odkrywając ślady działalności człowieka natrafiają na ślady działalności religijnej, są one zarówno na ścianach jaskiń zamieszkałych przez ludzi pierwotnych, jak wykute w kamieniu czy utrwalone w znakach. Człowiek patrząc na otaczający go nieboskłon potrafił dostrzec coś więcej aniżeli migocące światełka. Swoim duchem wznosił się ponad te świecące ciała niebieskie aby odkryć ich Stwórcę. Wszystkie religie i te o których mówimy prymitywne i te monoteistyczne są jednocześnie wyrazem jego kultury duchowej. Ludzie potrafią w przyrodzie dostrzegać piękno i nim się zachwycić.
Człowiek ma zdolność do kontemplacji do otwierania swojej duszy, swoich myśli i serca na wartości najwyższe. Czasami cywilizacja materialna, wytwory rąk i umysłów w tym przeszkadzają, dlatego byli tacy jak Eliasz, pod koniec życia Mojżesz, którzy opuszczali tzw. świat i udawali się na pustynię, aby tam w ciszy i spokoju przeżywać bliskość Boga. Zakładali też wspólnoty poświęcone modlitwie i jej najwyższej formie kontemplacji. Czynił to i tego nauczał sam Chrystus.
Rdzeniem Dobrej Nowiny jest prawda, że nad całym wszechświatem i dla wszystkich ludzi jest jeden i ten sam Bóg - Fr. Polanowski w Apokalipsie XX w. trafnie zauważa - który dla każdego, nawet najmniejszego człowieka jest Ojcem, bo go kocha bardziej nawet niż jego rodzony ojciec, bo człowiek mając w sobie nieśmiertelny pierwiastek boski jest jego dzieckiem. Z tego wynika, że każdego, nawet najmniejszego człowieka należy niezmiennie szanować i kochać bo w nim szanuje się i kocha Boga.(...) a dalej, że człowiek żyje wiecznie bo po krótkim i uciążliwym życiu na ziemi przechodzi do życia wiecznego w zaświatach gdzie jest tak dobrze że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg zgotował tym, którzy Go miłują. Wynika stąd radykalne przeorientowanie się człowieka, jego starania w żadnym razie nie mogą się ograniczać do doczesności mają również a nawet głównie zmierzać do życia w zaświatach (...) i powiem jeszcze to, że tylko dzięki zawartości tej dobrej nowiny każdy człowiek dzisiaj na świecie ma prawo do życia do nietykalności, do wolności, do oczekiwania pomocy i wsparcia,a tym bardziej do harmonijnego współżycia. Żadna inna religia, ani żadna ze znanych ideologii tego mu nie gwarantuje.
Można więc z całą słusznością stwierdzić, że człowiek ma w swej naturze zakodowane pragnienie Boga. Nic więc dziwnego, że nawet najwięksi zbrodniarze jak Komendant Oświęcimia Rudolf Hoess, czy współcześni przestępcy nawet w więzieniu w końcu odnajdują drogę do Niego, bo On objawia się w każdym ludzkim sumieniu. Sumienia czyste albo poprzez pokutę oczyszczone nie mają zahamowań w otwieraniu się na Boga. Dziś świat z powrotem wraca do Niego a coraz liczniejsze grupy modlitewne nie tylko zakonne, np. spotkania młodych i to często z różnych grup wyznaniowych łączy jedno - modlitwa.
Od czasu, kiedy na Golgocie Syn Boży złożył w ofierze samego siebie, by światu otworzyć drogę do zbawienia, planeta ziemia stała się ołtarzem. Na tym ołtarzu nieustannie odprawiana jest Jego Ofiara dzięki której wszyscy ludzie a przez nich całe stworzenie doznaje oczyszczenia najdoskonalej wyrażając oddanie i miłość do Swego Stwórcy i Pana Wszechświata.
Dotychczasowe ofiary składane przez człowieka były niegodne Boga, bo człowiek dawał w ofierze to, co nie było jego własnością, do czego tak naprawdę nie miał prawa. Cóż miał, czego by przedtem nie otrzymał: płody ziemi, które uprawiał, zwierzęte przez niego hodowane czy wreszcie ludzie brani w niewolę, a potem składani na ofiarę przez tak wiele ludów - wszystko to należało do Tego, który dał im istnienie, a nie do człowieka. Jedynie miłość ofiarna może wyrażać całą prawdę o wewnętrznej wartości tego, który składa ofiarę, bo oddaje Bogu to, co najbardziej osobiste, należące do jego osoby.
Jezus mówi: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13). Dlatego jedynie Syn Boży, do którego istoty należy istnienie, mógł później złożyć na ofiarę swe ludzkie ciało, a przez to w imieniu ludzi i razem z nimi wyrażać Stwórcy największą miłość godną Boga. Nic więc dziwnego, że gdzie docierała ofiara Chrystusa, tam ustępowały wszelkie ofiary składane przez ludzi, znikały ołtarze zbroczone krwią niewinnych ofiar. Tylko krew spływająca z krzyża wbitego w ziemię nieustannie ją oczyszcza i uświęca, sprawia, że ziemia staje się ołtarzem.
Chrystus zmartwychwstając, pokonał śmierć, przezwyciężył nienawiść, która zabiła Jego ciało i ciągle uświadamia ludziom potrzebę powstawania ze śmierci do życia. Jezus Pantokrator, przez którego wszystko zaistniało, wybrał ziemię spośród innych ciał niebieskich, aby na niej i z tymi, którzy najpełniej potrafią rozpoznać prawdę i sens istnienia wszechświata, oddawać chwałę Bogu i objawiać pełnię miłości, na jaką może zdobyć się człowiek zjednoczony z Jego Osobą.
W Chrystusie bowiem cały świat i wszystkie stworzenia oddają chwałę Bogu.
1. Głogoczewski Marek, Czy życie mogło powstać w sposób spontaniczny? "Problemy", grudzień 1984
2. Houkins Steven, Wszechświat według Stevena Houkinsa, REBIS, Poznan 1998
3. Heller Michał, Początek świata, ZNAK, Kraków
1976
Wszechświat
i Słowo, ZNAK, Kraków 1981
4. Mascall E.L., Chrześcijańska Koncepcja Człowieka, PAX, Warszawa 1962
5. Pascal Blaise, Myśli, PAX, Warszawa 1958
6. Sedlak Włodzimierz, Inna Droga, PAX, Warszawa
1988
Życie
jest światłem, PAX, Warszawa 1985
Homo
Elektronikus, PAX, Warszawa 1984
Zagubiony
Bóg, PALLOTINUM, Poznań 1996
7. Sierpowski Kazimierz, Światopogląd naukowy
czy religijny, "Przewodnik Katolicki"
15.III.1987,
nr 11
Przyrodniczy
dowód na istnienie Boga, tamże, 30.IV.1985, nr 26
Tragedia
buntu człowieka, tamże 11.X.1987, nr 41
8. Teilhard de Chardin Pierre, Człowiek, PAX,
Warszawa 1962
Wybór
Pism, PAX, Warszawa 1965,1966
Moja
wizja świata, PAX, Warszawa 1987
9. Trefil James, 1001 Spotkań z nauką, ŚWIAT KSIĄŻKI, Warszawa 1987
10. Wciórka Ludwik, Wiedzieć, że jest Bóg, KŚW, Poznań 1985
11. Wojtyła Karol, Miłość i odpowiedzialność, ZNAK, Kraków 1962
12. Valmensen Andrew, Filozofia Przyrody,
PAX, Warszawa 1963